— Kobiéta, któréj zamordowałeś brata! człowiecze krwi nie syty! — krzyknęła uniesiona — kobiéta, która cię przeklina i na głowę twoją wzywa zemsty i piorunów!!
Tyberyusz, który się lękał gromu nad wszystko, przelękły, pobladł, ale wspomnienie téj, któréj rysy przypominała mu Rachel, gniew wybuchający hamowało.
— Weźże i to drugie życie — mówiła Rachel — zabij i mnie jak jego zabiłeś! pływaj we krwi i pij posokę, któréj wylałeś tyle...
Po tym wysiłku upadła rozpłakana i zasłaniając oczy, jęczała łkaniem przeszywającém; Tyberyusz stał osłupiały... Słowa wyrzeczone skazywały ją na śmierć; gniew powoli wyrastał w jego piersi, oblewał twarz i krwawemi zabłysnął oczyma, ale zarazem przywykły mu towarzyszyć uśmiech, zjawił się na spalonych wargach.
— Na stos oboje! — rzekł do otaczających — Manom Hypathosa spalić tę szaloną niewiastę... Priscus! kto ona?
Ani Priscus, ani z orszaku nikt, nie znali nieszczęśliwéj i nic powiedzieć nie mogli. Helios biegł już na ratunek zapóźno, gdy Juda, jeszcze nie postrzegłszy ucieczki żony, pogrążony w żalu po bracie, zakryty płaszczem, łzy nie męzkie wylewał.
Starzec, nie mówiąc mu nic o Racheli, aby na daremne nie wystawiać go niebezpieczeństwo, śpieszył zrozpaczony ratować biédną, którą chciał jako szaloną przed Cezarem wystawić.
Ale w chwili, gdy zdyszany przybiegł do groty, aby się rzucić do nóg Tyberyusza, już dwa trupy wynoszono na stos z jaskini; Rachel uduszona w rękach oprawców skonała.
Dwa ciała białe położono na łożu ognistém; głuche milczenie panowało dokoła. Tyberyusz brwią nawisłą okrył oczy obłąkane, a usty jeszcze się starał uśmiechać. W uszach jego dźwięczało przekleństwo, którego Cezar nie słyszał nigdy w życiu, bo nie było człowieka, przez któregoby usta przejść mogły tak straszliwe słowa.
Rzuciwszy okiem na zwłoki kobiéty, co boleść przypłaciła życiem, Helios, powoli zwlókł się do groty Ulpa, do Judy, który sam pozostał; przyszedł i usiadł przy nim milczący.