— Kiedy powróci?

— O! któż to wie! zaraz może, może dopiéro wieczorem na spoczynek.

— Wpuśćcie mnie bym nań poczekał pod portykiem.

— Co za jeden jesteś?

— Juda syn Abrahama... list niosę od Heliosa z Rzymu.

— Tak jest! a no, to wnijdź i usiądź przy drzwiach atrium a spocznij... ale nie rychło się doczekasz Hananiasa... i gdy przyjdzie przez Posticum63, możecie nań długo tam czekać, nim pismo oddacie...

Wpuszczony Juda przez korytarz mimo celi odźwiernego, wszedł do atrium, rzucił swój kij i tłumoczek i usiadł na ławie, z potu ocierając czoło, a atriensis64 pilnujący téj części domu, znowu go jął badać i rozpytywać, nim mu tu zostać dozwolił. Potrzeba było przejść przez rózgi wejrzeń, pytań i domysłów niewolników, aby u drzwi pozostać.

Nie długo jednak czekał tu przybyły, gdyż w chwilę potém hałas dał się słyszeć u drzwi głównych i Hananias wszedł w towarzystwie kilku osób, głośną prowadzących rozmową, do głębi domu.

Wiodły ich za nim sprawy różne: byli to wyzwoleńcy podrujnowani, na domy swe i ziemie potrzebujący odeń pieniędzy; stary mąż konsularny, któremu na ostatnią ucztę niedostawało grosza, zużyty i blady; niewiasta jakaś płacząca z klejnotami w ręku i smutnych kilka postaci klientów, błagających zasiłku lub litości.

Żyd w pośród tych natrętów proszący go łzami, słowy i wymównemi ruchy stał chłodny i nieporuszony. Był to mężczyzna nie młody już, siwiejącego włosa, ale twarzy pięknéj i rumianéj, bo żadném nie wyniszczonéj uczuciem silniejszém; strój nie różnił go od innych Rzymian, tylko biała czapka na głowie w kształcie zawoju, jaką naówczas nosili żydzi w Rzymie, odznaczała jego pochodzenie.