U wnijścia kategoryczną odpowiedzią pożegnał żebrzących, którzy od Augustale i portyków, aż tu za nim gonili.
— Cajus Sextus, — odezwał się starzec... — grosz jest ciężki, dać go nie mogę, bo nie mam, wszystkoście mi już zabrali, a nikt nic oddać nie chce; codzień trudniéj o złoto, i wierzcie mi, że chciałbym wam usłużyć a nie mogę... darujcie... Ale czemużbyście nie pozbyli się niepotrzebnéj wam Insuli na Awentynie? Wszak nie mieszkacie tam nigdy? Dałbym wam kupca na te domy...
Starzec mruknął cóś po cichu, rzucił nań wzrokiem zagniewanym i klnąc zawrócił się nazad. Hananias odezwał się do kobiéty.
Servia Holconia... klejnotów tych nie mogę kupić, drogie są dla mnie... Wyżéj nad tysiąc sestercyj nie dałbym za te fraszki, które mi bezpożytecznie leżeć będą... Wiem, że chcecie kupić sobie flecistę, który się wam podoba, a stary Rufo żąda zań dwa tysiące, lecz za prawdę oszukać się dobrowolnie nie mogę... dla waszych łez i prośby.
I zwracając się do innego, rzekł powoli:
— Tranquillusowi dopłacam do wartości jego ziemi oszacowanéj przy zastawie... możecież pragnąć więcéj? Wszak taka umowa? wszak dzień i godzina minęły? jestem w prawie zajęcia posiadłości, nikt mi nic zarzucić nie może.
Cajus Sextus odszedł, dając na pastwę Eumenidom nieubłaganego człowieka.
Holcoria płakała i targała go za suknie, ale łzy na nim nie robiły wrażenia, Tranquillinus groźnie nań spoglądając mruczał — Hananias stał niewzruszony...
— Ziemi mojéj nie wezmiesz — odezwał się po chwili ostatni — stoi na granicy posąg Cezara, który mnie obroni; pozbawionyby był czci, gdybyś ty objął tę posiadłość, bo w bóstwa cezarów wierzyć nie chcecie.
Hananias pobladł, ale nic nie odpowiedział z razu. Od wszystkiego się wówczas broniono obrazami Cezarów, od więzienia, sądu, wyroku, uderzeń, i najwięksi łotrowie opatrywali się w tę tarczę, któréj nikt, obawiając się prawa lesae majestatis tknąć nie śmiał...