Proroczo, natchnione wyszły te wyrazy z ust przybyłego i po nich długie trwało milczenie, jak gdyby każdy ze słuchaczy ważył je w głębiach serca swojego i zapisywał w pamięci.

— Część téj prawdy, którą nam zwiastujecie — odparł nareszcie Asprenus — dawno przeczutą była i u nas... Ludzie cierpią tęskniąc za czémś, oczekując czegoś, spodziewając się ratunku z niebios... Wiemy że świat tak ostać się nie może, lecz nowa prawda i prawo ma-li siłę, któraby ją zaszczepiła zwycięzko?

— Siłę ma Boga od którego idzie, przez którego przyszła, którego krwią się oblała... śmiercią i zmartwychwstaniem dowiodła... żadna moc świata i ciała nie pożyje jéj... Wszystko co nasi mówili prorocy, co przeczuwał świat, stało się i spełniło...

— I my już o tém zdala zasłyszeliśmy — rzekł Helios — że przyszedł Obiecany, żé sam się na ofiarę poświęcił, że życiem i śmiercią nową wiarę stęsknionemu opowiedział światu. Mówią nam przybyli z Alexandryi, że wszyscy uczniowie tego Mistrza dobrami doczesnemi gardzą78 i nic na ziemi własnego mieć nie chcą; że wszędzie, gdzie są, mają domy do modlitwy, gdzie nic nie wnoszą ziemskiego; żadnych posągów nie stawią i ofiar krwawych nie czynią, ale śpiewają i modlą się wedle obyczaju nowego, ducha ku Bogu podnosząc... Że niektórzy z nich z miast wychodzą na miejsca odludne, i tłumu innego obyczaju się strzegąc, życie wiodą samotne, a Bogu jedynie oddane; że za główną cnotę mają powściągnienie ciała i pohamowanie namiętności, długiemi uciskając się postami tak, że wybrani zatopiwszy się w pismie, po sześć dni pokarmu nie biorą, wina nie pijąc i mięsa nie jedząc nigdy.

— Mało wam jeszcze powiedziano — przerwał piérwszy podróżny — i nie wiele wiecie, bo zaprawdę więcéj się jest czém pocieszyć.

To mówiąc, począł im obszerniéj wykładać tajemnice nowéj wiary i dzieje życia i śmierci Chrystusowéj. Chociaż poganin, Asprenus słuchał ich także; dodawał podróżny, że Messyasz nie dla samych przyszedł Izraelitów, ale dla pogan także, by zbawić świat cały.

Juda i Helios, z gorącą ciekawością, z chciwością i niepokojem chwytali każdy wyraz ust jego, ale z niemniejszą żądzą oświecenia się i uwagą natężoną, słowa podróżnego przyjmował Asprenus, i zdało się jakoby coraz jaśniéj stawało się w jego umyśle; chociaż ten, który nowy zakon wykładał, nie miał ani uczonéj mowy, ani się błyskotliwemi posługiwał wyrazy, ani się na figury retoryczne i sofizmata nie silił. Słowo jego było proste, ale przejęte i namaszczone, a miało urok jakiś niepojęty, którego tajemnicy ci co mu ulegali, zbadać nie mogli.

I dziwili się jako zwyciężonymi zostali, oręża nie widząc.

Była to dla Grecyi owéj i Rzymu, dla pogan rozpieszczonych i zwiędłych, nauka tak przeciwna ich nauczaniu i prawdzie przyjętéj od wieków, jak niebo dalekie od ziemi. W podaniach narodów żyło zamglone jéj przeczucie, ale objawienia nie było jeszcze; zjawiło się one teraz dopiéro nagle, tak jasne i wielkie a silne i nieprzemożone, że serca nie zepsute do głębi, w których promyk czysty pozostał nie zgaszony, drżały na dźwięk nowéj nauki, przejęte nieopisaną radością z dobréj nowiny.

Widzieliśmy na jaką rolę padało to ziarno złote; na Grecyę i Rzym, śpiące wśród śpiewów lubieżnych, na łożach rozpusty różami usypanych — na świat, który mądrostkami i igraszkami słów bawił się, myśl z nich wyssawszy, jak dziecię zabitym ptaszkiem, — świat pełen pisarzy retorów, filozofów, sofistów i ludzi, co mądrość ludzką wyczerpali już do dna.