Tém dziwniejszym jest i cudowniejszym skutek ewangelicznéj prawdy, gdy przypomnim, że do mędrców nieśli ją ludzie prości, nie uczeni wedle świata, rybacy, Galilejczycy ubodzy, którzy filozofii nie znali wcale, słowy szermować nie umieli, w szkołach retorów nie bywali i mieli za cały skarb i mądrość — natchnienie Boże.79

Ale świat znużony był i wycieńczony rozpustą i sofizmatem, bydlęcem życiem z dnia na dzień; nowa wiara przyniosła mu to, czego nic prócz niéj dać nie mogło — nadzieję.

— Tak — rzekł kończąc gość — gdy brzegiem cichéj zatoki posuwali się daléj, zbliżając się ku jaskini Pausilippu, u któréj wnijścia usiedli spocząć, oczekując piérwszych dnia brzasków, by przejść ciemną otchłań dzielącą ich od Neapolis. — Tak, wy czynicie sobie codzień bogi nowe, prawdy nowe; dla nas Bóg jeden tylko, prawda jedna! Wy wierzycie w ciało, my w duszę; wy dogadzacie zmysłom, my je poskramiamy; wy wątpicie o wszystkiem, my mamy tego, który czynem, krwią swą i cudami wierzyć nas przymusił; wy macie niewolniki i ubogie, my wszyscy jesteśmy jedną braci rodziną, jakoby jedna rodziła nas matka; wy wołacie rozkoszy, my nią gardzimy; wy ufacie sobie, my z sobą walczym... oto nauka nasza.

A gdy tak mówił, zajaśniały mu oczy i czoło okryło się blaskiem, a idący z nim, spójrzawszy nań, dostrzegli jakoby aureolę jasną, która obejmowała skroń jego, i głowę tego, który mu towarzyszył. Asprenus milczał zdumiony i przejęty, Juda zdawał się modlić, Helios zamyślony łzy miał w oczach.

— Zaprawdę! zaprawdę! — krzyknął po chwili — dobra nowina nigdy potrzebniejszą nie była jak dzisiaj! Słyszeliście jęki tych, których Cezar dla igraszki rzucał w morze; widzieliście ubóstwienie człowieka splamionego wszelakiém plugastwem; ryk jego biesiady doszedł uszów waszych, blask uczty raził oczy — ale ilu życiem, krwią i potem tę zabawkę szaleńca opłaciło? nie wiecie.

Przynosicie zbawienie i opamiętanie temu światu, który wysechł jak ziemia pustyni... bądźcie błogosławieni — dodał Helios — pójdziemy i my z wami, boć ten co przyszedł z prawdą, był rodu naszego wedle krwi, i piérwszym nam stanąć potrzeba w jego orszaku.

— Przecież i nas nie odepchniecie? — spytał niespokojny Asprenus.

— Ten, w którego imieniu ja idę — przerwał piérwszy podróżny — nie odpycha nikogo, nie zamyka rąk swych nikomu, przygarnia wszystkich jak dzieci... Abyście wiedzieli do kogo przyszedł, komu błogosławił, powtórzę wam słowa jego.

I wstał ze łzami w oczach, a podniósłszy się z kamienia na którym siedział, jął mówić poważnie:80

— Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest królestwo niebieskie.