Był to człek już stary, ciężki, głupawy rzec można i z razu bojaźliwy, który wszystkich cnót pozory wdział z szatą Cezara, aby przebłagać Rzym za wyniesienie swoje. — Ale wnet niesłychana władza jaką mu dano, w szał go jak innych wprawiła. Wkrótce począł dziwaczyć, a nic u niego mniéj do jutra podobnem nie było nad dzień dzisiejszy. Rozumnym był i bacznym, lub dzikim i bez zastanowienia, na przemiany. Któż wie zresztą, czy ów Claudyusz, co się tak nagle odmienił, i z dobrodusznego stał się rozpasanym i dziwacznym, nie udawał wprzódy na ciele i umyśle upośledzonego, aby życie ocalić i nie obudzić obawy?

Dwór też, który go otaczał, opanował i zawładnął nim, przyczynił się zapewne do uczynienia go późniéj tém, czém został — owym jakby od pioruna rażonym człowiekiem, który pod naciskiem ulubieńców nie wiedział sam co czynił. Dawano mu żony, pozbawiano ich, podsuwano ulubieńców, narzucano przyjaźnie — wszystkiemu ulegał. Rzezaniec Porides, Felix, Arpocras, Polybiusz stary nauczyciel, a najbardziéj Narcyz sekretarz i Pallis rządca dworu, okryci przezeń dostojeństwy, robili co chcieli, rozporządzali łaskami, pieniędzmi, podpisami, które mu dawać kazali tak, że nigdy sam nie wiedział co poczynał.

Powierzchowność jego nawet jak na Cezara dosyć była niepoczesną — wysokiego wzrostu i budowy prawie kształtnéj, siwą miał już głowę i słabe nogi, na których ledwie się trzymał. Śmiech jego wyuzdany, gniew pianą okrywający usta, zająkliwość, drżenie głowy, czyniły zeń istotę dziwaczną i litość obudzającą. Dodajmy że tak był żarłoczny, iż nieraz dla zapachu jadła z trybunału zchodził, a od stołu nigdy nie wstał nie obżarłszy się nad miarę.

Spał potém we dnie wszędzie gdzie siadł, aby po nocy czuwać przy kobietach, nad grą, którą namiętnie lubił.

Istota to była słaba i straszna słabościę swoją, bo dla niéj okrucieństwo nie było namiętnością potrzebującą nasycenia, ale rzeczą obojętną jak inne. Właściwie nie on panował, a raczéj ciżba ulubieńców pod jego imieniem.

Jego samego nie zbyt nawet szanowano, bo się trafiało, że go jeden potrącił, inny za togę schwyciwszy siedzieć zmuszał, a wszystko to uchodziło bezkarnie.

Lud głodny bezcześcił go na forum publicznie; on znosił to obojętnie, byle jadł do syta, bawił się z Messaliną i drzémał gdy mu sen powieki skleił.

Po téj rozpustnicy, któréj imię zostało na hańbę wiekową, Agryppina ujęła Claudyusza, panując pod jego imieniem.

Mińmy te czasy szkarad, których malować obszerniéj nic nas nie zmusza i skończmy śmiercią Claudyuszową. Dobiły go wreszcie żarłoczność, rozpusta i niepokój własnego domu, miotanego sporami nieustannemi otaczających go ludzi. Claudyusz, zachorzawszy od zbytkowania, pojechał do wód Sinuesskich dla poprawy zdrowia; Agryppina już była przygotowaną do pozbycia się go — szło jéj tylko o wybór trucizny84, aby gwałtowność użytego środka nie wydała zbrodni zbyt jawnie. Dla przygotowania jéj wybrano sławną Locustę. Rzecz działa się tak jawnie, że dzieje przechowały najdrobniejsze szczegóły śmierci Cezara.

Claudyusz lubił bardzo grzyby, rydze szczególniéj, w nich to przyprawną truciznę przyniósł mu Halotus, który miał urząd krajczego i potraw kosztował... Z razu jakoś skutku jadu nie poczuł Cezar, a że się obżarł bardzo i wyrzucił co pochłonął, Agryppina zlękła się aby trucizna nie była zasłabą... Użyto więc Xenofona lekarza, który piórkiem łechcąc po gardle, trucizny dozę podwoił...