Już przybywającemu zdala do stolicy świata zwiastował się gród-Cezar długą i przepyszną ulicę grobową...
W dali, z zieleni laurów i ciemnych cyprysów bielały wiszące wysoko galerye, portyki i kolumn lasy, poczepiane jedne nad drugiemi, piętrzące się do szczytów świątyń... do wierzchołków obelisków i iglic porfyrowych...
Bliżéj wśród róż, fig, morw i winnych splotów... stały szeregiem z obu stron marmurowéj drogi pałace umarłych, złocone, malowane, błyszczące, nad których bronzowemi drzwiami czytałeś starego jeszcze Rzymu sięgające imiona.
Owa regina viarum, królowa dróg, cała wykładana płytami kamieni, ubrana w wille i groby, najozdobniejszą była ze wszystkich wiodących do Rzymu; żywi płynęli nią tłumem do miasta i ku niemu, umarli cisnęli się przyglądać życiu, z swych mauzoleów i columbariów pełnych urn i popiołów... Stały tu Scipionów groby, wyzwoleńców Augusta, Cecylii Metelli, Massali... tylu innych, których imion w prochu dziś znaleźć nie można.
Oto i Porta Capena, wrota grodu od téj strony, oprawne w stare jego mury, zawsze wilgotne (arcus stillans) od wody, która po nad sklepieniem ich przechodzi po cichu... Brama ta pełna zgiełku i wrzawy, pełna wozów i ludu i lektyk, koni i mułów, a po za nią już miasto z tysiącem swych uliczek i przejść ciemnych, z niezliczoném pomników mnóstwem, z ludem posągów, z fontannami, ołtarzami, portykami i targowiskami...
Równy zgiełk i wrzawa panują we wszystkich bramach, któremi ze czterech krańców płyną do Rzymu narodowie, ofiary jego, słudzy, pochlebcy i pasożyci...
Nie jest to już widok Neapolis, miasta zbytku, rozkoszy i wytchnienia, gdzie grecką tylko słyszysz mowę i krótkie suknie spotykasz; — inne tu życie, znać w nim że Rzym jeszcze rozkazuje i włada; bo choć utracił może ducha starego, ma twarz senatorską i rycerską, a wśród gromady ludu, który pod portykami przeciąga poważnie, ujrzysz jeszcze i zakwefioną matronę o skromném obliczu, przed którą z uszanowaniem ustępują urzędnicy, i starca w ciemnéj todze, którego rysy przypominają surową twarz starego Katona.
Wszystko płynie ku Forum, które jest grodu sercem i ogniskiem, a w sąsiedztwie jego, domy zdają się stać jedne nad drugiemi, tak są ściśnięte i gęste; każda tu piędź ziemi zajęta i zabudowana, w portykach okrążających go przecisnąć się trudno. — Senatorowie, poprzedzani przez liktorów i straże, konsulowie, trybuni, pretorowie i edyle, a obok nich i ocierające się o ich szaty skoczki, woźnice, dworki strojne, rzezańcy, pasożyci, ubogi gmin klientów, graeculi czyhający na ucztę, chłopcy zniewieściałego oblicza — cisną się, mijają, witają uśmiechem i rękami, gwarzą, przechodzą. Ten spieszy na Capitol, ów do Palatynu aby coś zanieść do uszu ulubieńców Cezara, inny dybie na łaskawe spójrzenie swojego pana, inny na wieczerzę głośną, na którąby się chciał zaprosić, choćby miał tylko na opróżnione patrzeć misy. Tym czasem przed posągami Cezara dymią kadzidła wschodu. A pobożni stroją je w szaty i wieńce, aby swą wierność okazać przed całym światem.
W bazylikach otaczających, około złotéj mety, od któréj wszystkie się drogi państwa w świat rozpryskują szeroki, pełno ludu, ciekawego, spieszącego się, niespokojnego... wielka u któregoś z panów uczta wieczorna... z Afryki przyszły lwy, które ryczą w źwierzyńcu pod obozem Pretoryanów, — Cezar daje wspaniałe igrzyska... woźnica ulubiony wódz zielonych zachorzał... przybyła dziewczyna z Grecyi, za którą nie wiem wiele zapłacono sestercyj... matrona Cassia pokochała niewolnika z Ergastulum... Fulvia zapisała się w poczet nierządnic, aby jéj za miłostki nie prześladowano... oto nowiny ważniejsze krążące w tém zbiegowisku.
Drobny gmin spodziewa się wielkiego congiarium, zboża, które mu rozdadzą obficie, zabaw które dozwolą o nędzy zapomnieć.