Widzisz tu wszystkich, od wyzwoleńca, który wysoko nosi głowę i świeże swe spanoszenie, sądząc się już równym senatorom, do niewolnika z ogoloną głową i suknią obcisłą, stękającego pod ciężarem, o głodzie, do klienta uśmiechającego się swojemu panu, do pasożyta, który pod niebo wynosi odźwiernego, aby go puścił schwycić łup z bogatego stołu, lub rozdawaną u drzwi przyjacielską jałmużnę.
Pod temi portykami okrążającemi Forum, nad drogą nawet świętą (Via Sacra), ubogi handel stawi swe szopki, sklepiki, pełne drobnostek do codziennego użytku, jadła, napojów i przyborów kobiecych i męzkich; daléj już coraz bogatszemi towarami kupcy zapraszają przechodnia, łudząc oko barwami, chwytając wonią, narzucając mu się rzadkością i ceną...
Z całego też świata znajdziesz tu wszystko, od purpury tyryjskiéj, kości słoniowéj i złota, do koszyka z łoziny i świeżo rozwitego kwiatu.
Oprócz natłoku ludzi dniem i nocą otaczających Forum i zbierających tu wieści i plotki brukowe, by je daléj roznosić, wpatrujących się w twarze, by z nich wczorajszą lub jutrzejszą tajemnicę wyczytać — cały drugi tłum posągów napełnia ciasną jego przestrzeń.
Białe marmurowe i purpurowo malowane, złocone i poodziewane bogato postacie stoją na wysokich podstawach, u stóp których składają vota pobożni, palą ofiary pochlebcy... wyżéj głową i wieńcem nad inne posąg młodzieńczy nowego Cezara... a ołtarz jego dymi i kryje się w wieńcach zielonéj verbeny.
Wczorajszéj krwi ślady już rozlane wszędzie, choć nieraz tędy do Tybru i Gemonji wleczono; kwiatów już powiędłych leżą na drodze téj wiązki, a obojętni przebiegają, ścierając nogami do reszty braterskiego męczeństwa ślady.
Około Forum wszędzie jeszcze ścisk ludzi i domów, daléj już nieco szerzéj i swobodniéj, i portyki puściejsze i tłum nie tak skupiony, i przejść można nie rozbijając ciżby, lecz nigdzie nie brak wspaniałości, któremi Roma w oczach świata się chlubi.
Po za złoconemi dachy świątyń, zalegających górę Capitolińską, wznoszą się ulubione ludowi dwa cyrki wspaniałe, gmachy potężnemi objęte murami, stary Flamiński, nieco mniejszy i szczuplejszy i wielki cyrk (Circus maximus) za Juliusza Cezara skończony, którego grzbiet (spina) cały, stroją posągi, obeliski, fontanny i ołtarze.
Tu owi woźnice dwóch barw ubiegają się do mety zwycięzkiéj, a sam Cezar, gdyby mógł, towarzyszyłby im w wyścigach, bo lud co zalega siedzenia, począwszy od senatorów i rycerskich ławek, do gminu i kobiét na górze, rzęsisto sypie oklaski władnącym zręcznie końmi i wozami, i rzuca im wieńce i tysiącem dłoni bije ich sławę, a gdy przechodzą ulicami, wskazuje szczęśliwych palcami... I kocha ich może więcéj niż senatorów, co milczący siedzą w swéj Curyi, czytując listy Cezara, głowę przed wszystkiemi jego uchylając dziwactwy.
Oprócz tych Cyrków, w których często za Caliguli Claudyusza bawiły tysiące ciekawych igrzyska kosztowne, są inne jeszcze, dalsze nieco; przystępny tylko dla wybranych Watykański Cyrk Cezara, w którym on sam powozi i zwycięża laurami ukoronowany, i cyrk Flory, przy Alta Semita, gdzie corocznie odbywają się igrzyska na cześć nierządnicy co imie im dała... Lud ma się gdzie i czém zabawić, a nic go prócz cudzéj krwi nie kosztuje rozrywka.