Strój jego wyjątkowo był wspaniały, lecz nie zawsze takiém odznaczał się staraniem, bo nieraz ludowi pokazywał się w szacie zbrukanéj, bez togi, z głową chustą jakąś związaną.
Lektyka Agryppiny, w któréj matka Cezara leżała z udaną i dobrze odegraną obojętnością, w szatach rzymskiéj matrony, zwracała także oczy tłumu, który usiłował wyczytać na twarzy wdowy Claudyusza tajemnicę pałacowych dziejów, różnie po cichu tłómaczoną.
Agryppina była jeszcze tak piękną i świeżą, a twarz jéj marmurowa tak zamkniętą i niezbadaną i pociągającą urokiem, że oczy, co się raz na nią zwróciły, oderwać się od niéj nie mogły.
Daléj a daléj po za nią i jéj kobiét orszakiem, niesiona w złocistéj lektyce na ramionach czarnych swych niewolników, jak Wenus po fali płynęła wśród rozstępującego się jéj tłumu piękna wyzwolenica Aktea... kochanka Cezara, typ siły, zdrowia i swobody, na któréj jasném czole żadnéj nie było można myśli przeczytać, prócz dziecięcego roztrzepania i zalotności dziewczęcéj.
Lecz możnaż opisać tłum, który towarzyszył Cezarowi? ten orszak niezmierny dworu, sług i ulubieńców wszelkiego rodzaju, tych skoczków i gladyatorów, których on podniósł ku sobie, z filozofami i wojakami na równi zmieszanych... Senatorów obok rzezańców, flecistów obok starych żołnierzy, nierządnic i matron poważnych, dzieci i starców dziś przeznaczonych do towarzystwa, jutro może na śmierć bez winy.
Przewodniczyli długim pochodu szeregom Edylowie miejscy i patrycyuszowscy, w swych togach, poprzedzani Liktorami, ubrani w pasy złocone i pierścienie obrzędowe na rękach. Za nimi kapłani nieśli najwyżéj podniesiony złocony posąg Fortuny skrzydlatéj (Fortuna alata), przodkujący innym; potém posągi Jowisza, Minerwy, Neptuna, Cerery, Apollina, Diany i ubóstwionych Cezarów... których grono zamykał wizerunek Nerona, złoty i najstrojniéj przyodziany.
Niektóre z tych posągów wieziono na pokrytych oponami jasnemi, obwieszonych kwiatami wozach bronzowych, u których białych koni szli podtrzymując przestraszone wrzawą zwierzęta, strojni woźnice. Do innych zaprzężone były jelenie z wyzłoconemi rogami, wielbłądy, których łby ciekawe wznosiły się wysoko, i z okutemi pyski lwy afrykańskie, i pantery i słonie ogromne. Posąg Nerona ciągnęli ludzie do pasa obnażeni, poprzepasywani zielonością i złotem.
Ta część orszaku świetna była i wspaniała, a dziki źwierz, ujarzmiony i pokornie wprzężony w wozy bogów Romy, opiewał zwycięztwo siły... Białe i czerwone statuy, wozy sadzone perłową macicą i drogiemi kamieńmi, całe poobwieszane oponami, dzicz ta łańcuchy i wstęgami ujęta, przerażona, posłuszna, a krwawą niekiedy błyskająca źrenicą, w krótkich sukniach kapłani i niewolnicy... składały obraz wielkiéj wspaniałości i powagi...
Tuż za pasmem wozów, w sukniach obcisłych, z krótkiemi włosy, sieroty rzymskie, dzieci nie mające ojców ni matek, a zostające pod opieką Cezara i Rzeczypospolitéj, wiodły konie przeznaczone do igrzysk w Cyrku. Piękne te stworzenia, z okiem błyszczącém i grzywą rozwianą, podkute blachami złotemi, wyrywały się na dźwięk muzyki i na okrzyki tłumu, podnosiły na chwilę, nogami bijąc po nad głowami efebów, póki silna ich dłoń do pokoju i posłuszeństwa ich nie zmusiła, i znowu drżące, przelękłe, z przytulonemi szły daléj uszami.
Za niemi postępowały dzieci Patrycyuszów, od maluczkich dwónastoletnich chłopców, do szesnastoletnich młodzieńców, szeregiem idąc jednako ubrane i przystrojone... Były to przyszłe Rzeczypospolitéj nadzieje, ale baczniejsze oko dostrzedz mogło, że im brakło surowego przykładu ojców i matek, że najemne wykołysały je ręce, a niewolnicy i Grecy płatni wychowali je pieszczotami i wczesnemi pochlebstwy. W bladych ich twarzach, w urągających się ustach, nie było powagi, ni dziwactwa, ni uczucia trwogi dziecinnéj. Część ich jechała konno, inni szli pieszo poprzedzając Edylów, Cenzorów i miejskich urzędników z Liktorami, ze dworem swym zwykłym, postępujących powoli, w wieńcach i togach.