Od dawna tylu razem potwór dzikich nie widział Cyrk wielki, w którym już przecie za Pompejusza po pięćset lwów spędzano. Spotkały się po raz piérwszy stworzenia z krańców ziemi przeciwległych, ze stref zimnych białe jak śnieg i spalone słońcem zwrótnikowém... stoją i patrzą na siebie strwożone, nie wiedzą na co się rzucić, przeciwko sobie czy ludziom, którzy już wśród stad tych stoją.
Gną się od ciekawie pochylonych widzów ławy... każda chwila oczekiwania zda się chciwym tłumom straconą, więc tupią, krzyczą, pędzą, a źwierz i ludzie mierząc się oczyma stoją... krew jeszcze nie popłynęła...
Cezar sam niecierpliwi się, a otaczający go przypisują to odrętwienie źwierza zbliżającéj się burzy, która już nad Cyrkiem wisi... i błyska szerokiemi piorunów niedalekich wstęgami.
Jowisz przyszedł spójrzeć na Cezara igrzyska...
Naglą, jątrzą, zagrzewają — ale walka się nie rozpoczyna — lwy i ludzie podrętwieli.
— Więcéj ludzi! — krzyknął Neron powstając — spędzić z ław cyrku jeśli potrzeba, niech walczą...
Strach lica oblokł bladością; wiedzą że Cezar ani Patrycyuszów, ani Senatorskich nie oszczędza dzieci: jutro ich wyzwoleńcy i kuglarze zastąpią... Bicze bestyarzy klaskają... lew ku jednemu poskoczył i pierś mu rozdarł łapą od szyi do bioder, jakby krwawą wstęgą przepasał.
Tu tygrys obalił drugiego... i zgłodniałe bestye rzuciły się na pastwę, szarpiąc ją i wydzierając sobie i zagryzając o krew, któréj już smak poczuły.
W chwili jednéj cisza oczekiwania zmieniła się w dramat straszliwy, gnane wrzaskami pędzą źwierzęta do koła, jedne ukryć się pragnąc, drugie uganiając się za sobą i ludźmi. Wpośród ryku i wycia, jęk przeraźliwy odzywa się jak błaganie i zamilknie zduszony paszczą, która już gardło rozdarła.
Oczy nie wiedzą gdzie spocząć, tak sturamienna ta walka wśród zielonego lasu, tak wesołe i piękne łowy Cezara...