Ale wszystkich wzrok zwraca nagle postać jedna, — nie śmieją wierzyć oczom; z za drzewa wystąpiła kobiéta olbrzymiego wzrostu, młoda jeszcze, ogorzała... Barwa jéj ciała mówi, że się gdzieś rodziła u brzegów Nilu, pod pyramidami, i kąpała z młodych krokodylów stadem... Ale co za posągowe kształty! jaka piękność bazaltowego Sfinxa, co za wdzięk w postaci giętkiéj a silnéj! Nic nie ma na sobie prócz lekkiéj koło bioder przepaski kraciastéj, prócz sznura co włos jéj podtrzymuje, w ręku trzyma tylko gałęź zieloną. Niezlękniona pogląda na pełznącą ku sobie Pantherę i zdaje się oczekiwać na nią. Rzekłbyś, że się znają dawno i walczyły już z sobą gdzieś w pustyni, tak śmiało patrzy jéj w oczy niewiasta, tak bojaźliwie kołuje ku niéj źwierz dziki.

Przysiadła i podskoczyła Panthera, ale kobieta ubiegła w bok także i bestya gryzie ziemię czerwoną, kopie ją nogami pod sobą, gotując się do nowéj napaści. Z oka jéj nie spuszcza kobiéta... Cezar patrzy wychylony, ciekawy, uśmiechnięty radością.

Cyrk cały klaszcze odważnéj bestyarce...

Wtém gdy Panthera przyczołgała się bliżéj, silna zapaśnica sama skoczyła na nią, i ścisnęła ją nogami i dłońmi silnemi pochwyciła za gardło. Poczuwszy na sobie ten ciężar, porwała się mieszkanka pustyni i niesie po Cyrku kobiétę, i tarza się usiłując zrzucić ją z siebie. A bestyarka ujęła ją i splotła się z pantherą, a choć krew z biodr jéj płynie strugą purpurową obie lecą i walają się razem na piasku, padają i podnoszą...

W téj walce kobiéta wygląda jak bachantka spojona, jak szalona istota, któréj bój jest rozkoszą i szałem... usta się otwarły, śpiew dziki z nich popłynął... W uścisku coraz silniejszym wije się zgniecione źwierzę, pada, miota sił ostatkiem, nareszcie drga i kona.

Niewiasta otwarła ręce, legła i śmieje się zwyciężko nogą potrącając trupa.

Cyrk się trzęsie, a piorun po piorunie bijąc na górach, zdaje się męztwu przyklaskiwać z nieba...

Wtém gdy zwycięzkiéj niewieście dać może miano wywalczone życie, tygrys zaczajony wpadł z tyłu na plecy i ucisnął jéj pierś i gardło objął łapami... szarpie a pysk wpoił w czaszkę.

Białe jego zęby jak perłowym diadematem opasały czoło nieszczęśliwéj, która rzuciła się całą siłą naprzód, wydała krzyk boleści i padła na uduszoną pantherę.

Oto jedna ze scen tego dramatu, który zakrwawiał arenę. Walają się po niéj trupy i drgają rozszarpane członki bestyarzy, jęczą pokaleczeni, źwierz rycząc nasyca rozdartemi szczątki.