Miasto nie spało jeszcze, noc była jasna i nieco po burzy chłodna; zlane wodą bruki świeciły płyty szaremi; w tabernach, popinach, garkuchniach i łaźniach lud właśnie z igrzysk powracający zasiadał — gdzieindziéj tylko wlokły się gromadki opiłych, ze śpiewami i hałasy. Mało który z uboższych domów zamknięty i ciemny spoczywał we śnie, niewiele sklepików było zawartych.
Wyszedłszy z Forum przebrany Cezar na nocną wycieczkę, z wesołością żywą puścił się daléj, rad że niepoznany podchwyci życie pospolite, którego sam nie kosztował; towarzysze opowiadaniami dziwnemi dodawali mu ochoty...
Niedaleko odszedłszy, zetknęła się zaraz garstka Cezara z kupką pijanych, którzy z zuchwalstwem winu właściwém jęli obelżywemi słowy bezcześcić Nerona i jego współtowarzyszów. Było ich kilku, a wina sprobowali starego nie dolawszy wody i nie w ametystowéj spijali go czaszy. Po długim głodzie i znużeniu poprzewracało im głowy... Nikt nikomu ustąpić nie chciał, stali więc z obu stron do walki na kije, a Neronowa gromada wyszła z niéj zwycięzko, bo jeden z przeciwników w skroń uderzony został na miejscu.
Sam Cezar zadał raz tak dzielny!
Okrzyki uwielbienia i podziwu nad męztwem i siłą Nerona, który niewahał się sam walczyć po nocy z pijaną tłuszczą, nie miały końca... poszli więc za pierzchającemi z podwojonym szałem.
Na drodze nastręczył się sklep zaparty, a nikogo u drzwi zamkniętych... odbili więc drzwi i poczęli plądrować, wyrzucając precz co znaleźli, bawiąc się łupieztwem i szkodą.
Mały ten kramik miał w sobie sprzęt różny, ozdoby stołu i domu; czego więc zabrać nie było podobna, roztłuczono o ściany i bruki.
Trwała chwilę ta igraszka niewinna.
— Daléj a daléj! — zawołał Neron rozgorączkowany... — zobaczym co noc jeszcze nastręczy.
Tak od drzwi do drzwi, łamiąc rygle, za któremi często ledwie parę naczyń z oliwą lub winem znajdowali, plądrowali po ulicach otaczających Suburrę. Ale za niemi już krzyki i wrzawa coraz głośniéj słyszeć się dawały, budzili się odarci, zbierał tłum groźny i gonił. Neron, rzuciwszy łupy po drodze, kazał swoim nieść siebie i uciekać ciasnemi przechody.