Nie odetchnęli aż ścigani ciągle, kręcąc się, wijąc i błądząc, niespodzianie znaleźli się prawie u Capueńskiéj bramy, kędy już cisza panowała i sen głęboki zdawał się obejmować okolicę, któréj znaku życia nie było.

Świeciło się wszakże w ogródku za murem, którego drzwiczki uchylone stały jeszcze otworem.

— Ot tu chyba spoczniemy — rzekł Doriforus — bo nam już sił braknąć zaczyna.

— Gdzie? — zapytał Cezar...

— A! a! to miejsce sławne — odparł piérwszy uśmiechając się tajemniczo... — tobie go tylko wolno nie znać Cezarze... To Syryjska gospoda, jeszcze za czasów Augusta przez piękną Aniją wsławiona... którą i Virgili opiewał96.

— Oh! pocieszny Doriforus — rozśmiał się Nero — ależ owa tanecznica Syryjska, którą stary Alibida na swym osiołku odwiedzał, trzykroć i cztérykroć zestarzeć i umrzeć czas miała...

— Nie tak się to łatwo przebiera Syryjskich tanecznic. Cezarze... oto już trzecia czy czwarta tańcuje tam Rzymianom, pojąc ich winem i wzrokiem...

— Więc wnijdźmy!

I weszli przez drzwi wpół otwarte, bo Janitora nie było, lub może spał gdzie w swéj celi.

Znał Rzym od czasów Augusta Syryjską gospodę, do któréj na błogi, rozkoszny spoczynek biegli i jechali starzy sybaryci rzymscy, aby chłodne popijać wino, patrząc na piękne dziéwcze, co się przed nimi w lubieżnym tańcu zwijało... Noc i dzień stały drzwiczki otworem, dzień i noc w ogródku było wino na pogotowiu i usłużna do skoków dziewczyna, cień drzew, szmer wody... spoczynek niezakłócony niczém.