Z ciekawością okrutną młody rozpustnik kazał się nieść między szczątki męczenników, na plac krwawych zapasów, dopytując ludu swojego czy rad był i czy się nasycił... ale twarze gminu posępne były i zamyślone... wszyscy czuli, że rozpoczęto bój z siłą nadziemską.

Cezar długo pił rozkosz tego widoku i zapach ciał zgorzałych nozdrzami chwytał rozdętemi, wpatrując się w poszarpane zwłoki, w niedopalone szczęty trupów.

— Zwyciężeni — rzekł wreszcie z uśmiechem...

— Nie jeszsze — odparł Symon Magus — nie Cezarze! to mało! Spytaj jak śmierć ponieśli.

Neron zdumiony obejrzał się na siepaczy.

— Jeszcze nigdy nie widziano takiéj śmierci — odezwał się któś z tłumu — w nich siła jakaś czarów nieznanych: nie było jęków, ani miotania się i rozpaczy, nie zdawali się cierpieć nawet... Marli i konali jak człek usypia po uczcie... nie jeden uśmiechem witał śmierć i rzucał się na nią radośnie — nikt jéj nie uląkł...

— Jakaż w nich siła? — zapytał Neron.

— Ten, który ją sprawia i wlewa w te tłumy, silen jest nad innych — odezwał się Symon — jego nie pochwycono...

A póki on wzięt nie będzie, chrześcijanie nie są zwyciężeni i być nie mogą... Ja ci go Cezarze wyszukam i przywiodę...

Ale słów jego nie słuchał już roztargniony pan, który znużony wyścigami, kazał się nieść do łaźni i znikł z ogrodów Palatynu, które powoli ciemność nocy okryła...