Król Servius Tullius głębiéj jeszcze posunął część téj ciemnéj pieczary we wnętrze skały. Żadne z więzień dzisiejszych dać nie może pojęcia straszliwéj téj jamy, w jaką naówczas złodziejów i skazanych na śmierć rzucano.
Słowo to nie było próżném: więzienia bowiem nie miały wnijścia, ale w górném sklepieniu otwór tylko ciasny, przez który ciskano wewnątrz przeznaczonego na mękę zaduchy, ciemności, gnicia z trupami i konającemi. Górne więzienie Mamertyńskie jeszcze miało choć promyk dnia od izby, którą doń wchodzono i cząstkę powietrza; niższe otworem drugim takimże z niém połączone, było nocą i śmiercią.
Ze środka wschodów Gemonii, wejście było na przyciemnioną izbicę, w któréj straże i siepacze słuchały obojętnie jęków zamkniętych w ciemnicy więźniów. Za drzwiami żelaznemi, w téj komnacie, około dwóch stóp szeroki otwór stanowił wnijście do Mamertyńskiéj pieczary; lecz niczém jeszcze była owa górna z olbrzymich głazów wzniesiona stara izba, okopcona i czarna, obok Tulliańskiéj. W niéj ostatek życia nie dawno przejęczał Sejan łysy... ztąd tylko słychać było brzęk łańcuchów, konających jęki, złowrogie miotania się występnych i straszliwe rozpaczy wołania.
Żołdacy przywlekli naprzód Piotra na wschody owe, których nikt nie przeszedł bezkarnie... i doprowadziwszy do izby siepaczy, oddali w ręce Procesowi Martynianowi, dwóm stróżom więzienia, które od dawna nigdy pustką nie stało, nakazując im od Tigellina, aby Piotra w Tulliańskie zamknęli ciemnie, jako przekonanego o chrześcijaństwo i zdradę.
Więcéj naówczas nie było potrzeba nad takie spotkanie uliczne, nad rzuconą potwarz i obwinienie, aby życie postradać, lub gnić na dnie wilgotnéj pieczary.
Gdy wiedziono Piotra przez Forum, mało kto się tam znajdował, jednakże Bóg chciał by przechodziła trafem Syryjska wyzwolenica Magdalena, dziś domownica Cellii i gorliwa chrześcijanka. Z załamanemi rękoma, przerażona, pobiegła natychmiast dać wiedzieć chrześcijanom, że Apostoł odprowadzony został do Mamertyńskiego lochu.
Napróżno go pytali o jego zbrodnię i winę Processus i Martinian, słowa nie rzekł obwiniony i dał się spuścić do ciemnicy modląc, a los swój widząc wcześnie, że umrzeć był powinien.
Ztąd Martinian, który się sam z nim na sznurze spuścił, niżéj go jeszcze zrzucił, w drugą pieczarę z tą obojętnością kata, co się już ni łzów ni jęku, ni krwi nie lęka, bo codzień karmi się niemi...
W głębi ciemnicy wykutéj w skale, na któréj Capitol stoi, do któréj nigdy promyk światła nie zajrzał, i lampa niezstąpiła nawet by rozbić mrok wiekuisty — Piotr, rzucony na twardą opokę, nic dostrzedz nie mógł z początku, usłyszał tylko po chwili jakby szept cichy, i imie Chrystusowe wymowione we wnętrznościach ziemi.
Prawie razem z tym pocieszającym głosem uczuł zbliżenie się człowieka i choć oczy jego okrywała ciemność głęboka, poznał w nim towarzysza swojego Pawła. Oba Apostołowie rzucili się sobie w objęcia, niemym witając uściskiem, a siła ich zdwoiła się, gdy poczuli się razem. I ciemności prysły z przed ich powiek, i ściany rozstąpiły szeroko, gdy dłonie połączone i usta jedno brzmiące na pomoc Pana wezwały.