— Córka Hekuby dniem przepowiadała i nocą! — zarzucił Tyberyusz.
— Może dla tego nikt jéj też nie wierzył! — odparł starzec.
— Nie zawiodłem się nigdy na przepowiedniach twoich — dodał Cezar — wiesz, żem innych astrologów wygnać i wymordować kazał... było to plemię oszustów... W ciebie wierzę jednego, Thrasyllu, tyś mi jeszcze w Rhodos przepowiedział Rzym i Capreä... powiedzże mi... jasno widzisz resztę mojéj przyszłości?
— Tak! są dnie Cezarze — z niepewnością jakąś, wahając się i wpatrując w niego, odpowiedział Thrasyllus.
— A dzisiejszy?
— Nie wiem... chciałżebyś badać mnie w téj chwili?
— Może... ale nie o siebie... — uśmiechając się dziko, zawołał Tyberyusz.
— Będę ci posłusznym, w miarę sił, jakie mi ześlą bogowie...
— A więc, powiesz mi... nie moją, twą własną przyszłość... Co ciebie czeka w téj chwili? co zgotowano dla ciebie?
— Dla mnie? — cofając się krokiem odezwał starzec — i widać było jak cień przesuwającą się po twarzy jego bladość, po któréj żywszy trochę rumieniec oblał ciało... — Dla mnie? powtórzył poglądając po niebie, jakby w niém szukał skazówek.