— Chciałem w nich jeden wyraz poprawić, gdyż nie tak go postawiłem, jak stać był powinien, ale Macron odjechał pośpiesznie — rzekł zimno Tyberyusz...
— Stopniami, gdy czytał Regulus — ciągnął daléj Lacon — rozjaśniały się twarze; potrzeba było widzieć jak pałały wdzięcznością ku tobie, gdy wyczytano wyrazy, potępiające przyjaciół Sejana, a nareszcie jego samego... gdy Rzym dowiedział się, że mu swe boskie obiecujesz ukazać oblicze...
Sejan zadrżał i blednął... odstąpili go wszyscy, cofnęli się, wyrzekli; został sam jeden, odgrodzony nagle od tłumu twoim wyrokiem. Potrzykroć zawołał nań konsul: — Zbliż się Sejanie — a uszy jego, odwykłe od rozkazów, nie pojęły i nie usłuchały... ażem ja go pochwycił za barki i moim oddałem żołnierzom.
Wnet Regulus kazał mu włożyć kajdany i zawlec do Mamertyńskiego więzienia. Aleśmy ledwie z nim wyszli w ulice, gdy lud radośnie zburzony zabiegł nam drogi, błogosławiąc ci, Cezarze, plwając i znęcając się nad nędznikiem.
— Lud! — uśmiechnął się Tyberyusz — lud plwa na każdego kogo w więzach widzi — mów daléj!
— Zerwano mu z głowy zasłonę, którą się okrył ze wstydu, — na Forum walą się jego posągi, wloką je powrozami do Gemonii, w Tybr rzucają oplugawione... Tak, ledwieśmy go przez zburzone tłumy żywego dociągnęli do więzienia.
— Biédny Aelius! — mruknął starzec — lecz po cóż mu się zachciało udawać Cezara?
— Senat zgromadził się zaraz w świątyni Zgody i osądził go śmierci godnym, poleciwszy spełnić wyrok bez odwłoki.
— Dałemże ja wyrok śmierci? — spytał Tyberyusz.
— Senat sam zażądał nań téj kary.