— Skłaniam głowę przed sądem jego... musi być sprawiedliwy! Opowiedz jak umarł?

— Plugawie! prosząc o życie... ciało powleczono do Gemonii, aby bogów przebłagać. Senat wierny, chciał ci okazać, jak się brzydził niewdzięcznikiem.

— A wotował dlań posągi? — rzekł Tyberyusz.

— Twéj woli, Cezarze, nie jemu — odparł Lacon — Senatus-consultem zabroniono płakać po Sejanie, kazano imie jego zetrzeć z pomników, postanowiono posąg Swobody wznieść w Forum.

— A straże pretoryańskie? — spytał pan.

— Była chwila zaburzenia, bolało ich to, że więcéj moim miejskim niż im ufano; rzucili się na miasto, aleśmy ich z Macronem ułagodzili i przywiedli do porządku. Poprzedzam Regulusa, który niesie od Senatu, z patrycyuszami, rycerstwem i ludem, powinszowania i dzięki.

— Powiesz mu niech do Rzymu powraca — zawołał Tyberyusz żywo — nie mogę ich przyjąć... Złamany chorobą, niedołęztwem starości, smutkiem, troską codzienną o Rzeczpospolitę, potrzebuję spoczynku... teraz nie pojadę do Rzymu; przybędę późniéj. Powiedz im, że czci nowéj, imienia ojca ojczyzny, nie przyjmę, że chcę nareszcie spokoju tylko i mam go prawo pożądać.

— Ale Rzym domaga się widzieć oblicze twoje, Cezarze...

— Późniéj — rzekł starzec cicho — złóżmy dziś tutaj ofiarę Fortunie zwycięzkiéj Cezara.

To mówiąc wstał z łoża.