I znowu milczeli chwilę.

— Któż wie zresztą — rzekł patrząc jéj w oczy — zyskamyli na zamianie? Cajus...

Ennia zarumieniła się trochę, ale schyliła szybko, poprawując zagięty brzeg tuniki, tak że mąż jéj zawstydzenia nie dostrzegł.

— A Cajus? jak go sądzicie? — spytała nabierając odwagi.

— Małpa Tyberyuszowa... ale mu Bogowie ani sił jego, ni dowcipu nie dali... Któż wie? ten może lepiéj niż inny, bezsilny, da się prowadzić.

Ennia poruszeniem głowy tylko wskazała że dzieli jego zdanie.

— Czemuż — dodała nieśmiało — Naeviolu mój, nie starasz się zawczasu przybliżyć do niego i serca pozyskać?

— Bo wiem — odparł szyderczo ale bez gniewu Macron — żeś ty mnie w tém zastąpiła, Ennio!

Kobieta zrazu się przelękła, cofnęła się krokiem, wstyd oblał jéj twarz rumieńcem, ale nie widząc groźby w oczach męża, ruszyła ramiony białemi...

— Mylisz się Macronie — rzekła...