Już ciężar rzuconego silnie ciała miał wyrwać wiotką łodygę, chwiała się już ta zbawcza w ręku jego gałązka, gdy noga dotknęła ostrego brzeżka skały i oparła się oń, a druga dłoń spotkała dziką latorośl bluszczu starego, i porwawszy ją, wstrzymała na chwilę upadek...

Rybak, przez krew zalewającą mu źrenice, ujrzał pod nogami o kilkaset stóp niebieskie morze, ale już stał na skale, choć prawie prostopadłéj, uczepiony silnie, bezpieczny, i, mimo bolu a ran, nie wątpił, że mu się uda znijść na dół...

Szczęściem, występ skał zasłaniał go przed oczyma niewolników, którzy, z góry patrząc, go szukali i byliby nań rzucili kamienie, lub, wedle obyczaju, wskazali czatującym na dole, którzy ofiary Tyberyuszowych okrucieństw wiosłami dobijać rozkaz mieli.

Zakryty, miał czas krok za krokiem, rękami się przytrzymując, pełznąć po pionowych skałach w dół, do zielonego trawniczka, na którego wązkiéj ławie nad przepaścią mógł położyć się, by nieco odpocząć. Tyle tam ledwie było miejsca, ile go trzeba na skurczone ciało człowieka, trawa była śliska, ale rybak, przywykły do swych wyżyn, z rozkoszą się wyciągnął na tém posłaniu, dla kóz nawet niedostępném.

Potrzebował bowiem ciężko poranioną twarz otrzéć i rany swe, choćby resztką rosy w cieniu pozostałéj ochłodzić, choćby zimném kamienia i trawy dotknięciem.

Twarz jego była jedną maską krwi i kawałów żywego podartego mięsa... boleść okrutna wyciskała mu jęki, które połykać musiał, bo i krzyk mógł był go zdradzić.

Trochę gliny wilgotnéj, wydartéj z pod traw, uśmierzyło na chwilę ból dolegliwy i żar rany; sił dodała potrzeba i tak powoli zszedł rybak aż na dół do groty, w któréj trzymał maleńką łódź swoją i siecie.

Samotny ten człowiek znany był od dawna Hypathosowi; chadzał on do niego w dniach znudzenia, przypatrując się zręczności z jaką łowił ryby i zgadywał, gdzie ma zarzucić więcierze.

Zwano go Ulpem i wiedziano o nim na wyspie, że się do ludzi nie garnął, a samotność nad wszystko przenosił.

Ojciec jego i dziad żyli w téj grocie, tak samo jak on odosobnieni od świata i dzicy, znając tylko skały i morze, zatokę Cumańską, przylądek Minerwy i żeglując w téj cieśninie, która oddziela wyspę od lądu... między willą Jowisza a świątynią Herkulesa i Pallady.