Po śmierci jéj zdawało się, że Aprasz zapragnie za żonę wziąć Azę; w kilka miesięcy powiedział jéj nawet wolę swoją, ale się naśmiała i potrzęsła głową dumnie.
— Co ci to — rzekła — czyś szalony dados? A tożbym ja twoją ciaj (córką) być mogła, a ty ojcem moim! Tyś stary, ja młoda, i nie mam ochoty być dają (matką) cyganów i niewolnicą mężczyzny.
— Widzisz — odparł Aprasz chmurno — że nie mam ktoby mi był żoną.
— Weź jaką starą niewiastę: dosyć ci jéj będzie dla dzieci, a dla ciebie aż nadto!
— Azo! ty wiesz, że ja szyderstwa nie lubię.
— A ja szydzę! — odparła dziewczyna śmiejąc się i białe ukazując mu ząbki — boś zasłużył na śmiéch! Wyrwij sobie garść włosów i policz w nich siwe: znajdziesz więcéj ich w jednéj ręce, niż ja lat przeżyłam; przystałoż, bym była twoją?
Kilka razy jeszcze Aprasz napadał ją z tém żądaniem, ale go zawsze odparła w ten sposób; a stare kobiety, jéj przyjaciółki, pilnowały ją dobrze od przemocy, i gdy przyszło do walki, krzykiem przynajmniéj stronę jéj trzymały. Aprasz złościł się i zżymał, i groził, ale poradzić nic nie mógł. Postrzegł, że Aza wiedzie go ku Stawisku, w stronę w któréj wspomnienie pana Adama i młodego Tumrego ją pociągało; wściekał się zrozumiawszy jéj myśl, ale sam przeciwko całéj gromadzie, którą zawładła dziewczyna, choć dowódzca nic nie mógł.
W miarę jak się zbliżali do wioski, Aza spoważniała, zadumała się, a strój jéj dowodził, że chciała być piękną: czy dla pana Adama, czy dla Tumrego cygana? — nikt nie wiedział. Aprasz jéj groził, ona się śmiała.
Doszli wreszcie do Stawiska nocą prawie, a cyganka chciała, by obóz rozłożyli w znajomém miejscu na odłogu; ale dados się oparł, i w pustkowiu na dolinie zastanowił werden (wóz) i namiot rozbił.
Aza chciała zaraz lecieć do wioski, ale Aprasz rzucił się do niéj z toporem i pogroził jéj straszliwie, jeźliby się krokiem ruszyła. Stare baby z Jagą na czele powstały wszystkie na dowódzcę, wrzask stał się niezmierny: bo aż do dzieci, cała banda słuchała więcéj Azy niż jego: i przerażony kowal uległ przemocy, bo topór z rąk mu wypadł, a dziewczyna wzgardliwém zmierzywszy go wejrzeniem, zawołała: