Chwycił się cygan za głowę.
— Nie ma rady — rzekł głośno — ze wsi nikt nam posłużyć nie zechce, ja sam nie podołam wszystkiemu; pozwól mi pójść i zawołać Jagi cyganki.
Na te słowa Motruna porwała się i dziécię przytuliła do siebie.
— Cyganki! — zawołała — o! nie chcę, nie chcę, obejdziemy się bez pomocy niczyjéj... Oniby mnie struli, oniby mi dziécię porwali!
Tumry ruszył ramionami.
— A tyżeś żoną cygana?
— Tak! tak! — rzekła — ale się boję, boję się! Miej litość nademną!
— Ty sama litość miej nad sobą! — zawołał cygan. — Toć pomrzemy, jeśli nam w tych dniach piérwszych ktoś nie pomoże!!
— A Janek!
— Ale tu potrzeba kobiety!