— Tumry! co ci to? — spytała Aza — czyś chory?
— Chory! — odparł cygan.
— Jaga nic mi nie mówiła o twojéj chorobie.
— Nie było co mówić o niéj — rzekł cygan krótko.
— A możebyśmy co poradzili?
— O! nie — uśmiechając się gorzko, odpowiedział Tumry.
— Nie? dlaczego?
— Dlatego, że to choroba i niechoroba; bo i choroba, i nędza, i głód, i rozpacz, i więcéj a więcéj jeszcze, niż słowo wypowiedziéć może.
Cyganka rozpoczynając z Tumrym rozmowę, szła powoli ku obozowisku, a on nie wiedząc co począć, machinalnie z głową spuszczoną, odpowiadał jéj, i wlókł się za nią. Szli tak jedno przy drugiém milcząc, to urywanemi słowami przerywając milczenie; i cygan ani się opatrzył, jak chatę daleko za sobą zostawił.
— A żona twoja, a dziecko? — zapytała Aza.