— I teraz się tam jeszcze znajdzie nie jedna, co mego bałamucić zechce... a może się już i znalazła? — spytała szlachcianka ciekawie.
— Nie wiem... nie wiem — odparła baba śmiejąc się — at, zwyczajnie nie do jednéj się uśmiechnie, jak naprzykład do sotniczanki Horpyny; ale to młodość na to...
— Tam-bo uwas — dodała Choińska nie mogąc dłużéj wytrzymać — jest jakaś cyganka którą chwalą, że ma być bardzo piękna...
Sołoducha podpita już, miała wielką ochotę gadać, i zerwała się z siedzenia jak oparzona.
— To o Maryś widzę mówicie — przerwała — O! o! daj nam Boże wszystkim takie dzieci, jak ta dziewczyna się udała! cyganka nie cyganka, a drugiéj takiéj we wsi nie znajdziesz. Czy to wy nie wiecie nic o niéj?
Matka rada się była jak najwięcéj dowiedzieć, i nalawszy jeszcze kieliszek wódki Sołodusze, poczęła ją wypytywać.
Dopiéroż Ratajowa dziwy o dziewczynie jęła jéj śpiewać, o jéj życiu, pracy, piękności, poczciwości, wytrwaniu; jakie to śliczne, jakie to dobre, i jak to Bóg sam sieroctwo jéj wykołysał. Stara Adamowa zadrżała, zmarszczone jéj czoło okryło się potem, i ciężki niepokój sercem poruszył: załamała ręce, wydając się ze swoją tajemnicą.
— To już niema co taić — zawołała — Tomko się mój w niéj na zabój rozkochał; był tu u nas przed chwilą... przyznał mi się że za nią szaleje... Co tu robić Sołoducho? —
Baba spuściła głowę milcząca.
— Alboto ja wiém! — rzekła.