Długo jeszcze w ten sposób mówiła pani Adamowa; słuchał jéj syn w milczeniu, ale znać było, że do serca mu to nie szło, i matka pomiarkowała, że przekonać nie musiała, bo ciągle w jedno biła, powtarzając swoje, a słowa z niego nie mogąc wywołać. Gdy nareszcie milczący odjechał, rozpłakała się usiadłszy na ławie. Biedna kobieta przebiegła w myśli wszystkie możebne skutki synowskiéj namiętności, i drżała nad dziecięciem, chciała go już z leśniczostwa odebrać, to daleko gdzieś zasłać, tak jéj cyganki i czarów strach było.

Cała zadumana o przyszłości, ani spostrzegła, jak zmierzch padł na dworze; w chacie noc się zrobiła, a drzwi powoli rozwarły się i głos z nich chrypliwy, pocichu ją pozdrowił.

— Dobry wieczór, imościuniu!

Dopiéro odwróciła głowę, wstrzęsła się i nie mogąc poznać gościa zapytała:

— A kto tam?

— Oj! a tożeście mnie widzę staréj sługi nie poznali? — dodała śmiejąc się chrapliwym głosem Sołoducha... Stara Ratajowa ze Stawiska! Byłam na budkach u Marcinowéj, któréj Pan Bóg dał syna... i do jéjmości przychodzę jako do kumy z warem.

Zerwała się szlachcianka, krzyknęła na sługę i wnet zaświecono łuczywo. Po przyjęciu podarku, kazawszy dziewce w zamian zań krupniku, tojest wódki z miodem i korzeniami przyprawić, Adamowa poprosiła babę, żeby usiadła i sama się przybliżyła do niéj. Na rękę jéj było właśnie urodziny owe i przybycie Sołoduchy, bo nie wiedząc jak ścisłe stosunki łączyły starę z Marysią, a znając zdawna lekarkę, chciała z niéj coś o cygance się dowiedziéć.

Zręcznie więc naprzód podpoiwszy babę, nuż wypytywać o to i owo!

— Oj! — rzekła nakoniec wzdychając — biedato moja, że Tomko u was w Stawiskach; chłopiec młody, strasznie do dziewcząt ochoczy a z dawien dawna o waszych niedobrze słychać: wszystkie tam ladaco, gotowe mi go rozłajdaczyć.

— Moja jejmościuniu — odpowiedziała stara — jak się co ma zepsuć, co chcesz rób nic nie pomoże... A ja tak źle nie myślę o waszym synu, a nasze dziewczęta toż nie takie teraz jak bywały, kiedyto pan młodszy hulał i psuł ludzi.