— Jakże nieznam, kiedy mi głowa pęka, że jéj dostąpić nie mogę.

— I takito porzućcie — szepnęła Sołoducha — wierzcie mi, bo z tego nic nie będzie: obałamucić jéj nie obałamucicie, a cóż? o ożenieniu wam ani myśléć; dopierobyto szlachta krzyku narobiła!

Chłopiec się zamyślił smutnie.

— A ja bez niéj żyć nie będę! — rzekł cicho.

— Co wam się stało? — zawołała baba: — Młodemu tak się to zdaje... Oj! oj! albo to ona jedna? Krzyż z wami! Co wy mówicie? Już że Marysi tak nie dostaniecie nie poszedłszy z nią do cerkwi, to pewna: dziewczyna stateczna, pobożna, pracowita a i nie głupia, z chłopcem się nie wda... na gościńce jéj nie złapać...

— No! to się z nią ożenię! — rzekł zamaszysto Tomko — niech co chce będzie, a taki się ożenię...

— A toż rozumna mowa? odparła starucha — co wam paniczu? czy o Marysi nie wiecie że cygańska córka, czy swoich nieznacie, jak nosa do góry zadzierają? Ojciec i matka toby się was wyparli.

Tomko głowę zwiesił.

— Wy-bo sobie tém darmo krwi nie psujcie; bo co nie można, to nie można — dodała Sołoducha. O! już to prawda, że takiéj śliczności jak ta dziewczyna — kończyła stara powoli poddmuchując ogień, którym leśniczy gorzał; — takiéj śliczności nietylko na okolicę nie ma, ale i na świecie poszukać! Gdyby człowiek nie wiedział, myślałby, że to pańskie dziecko!

Leśniczy westchnął głęboko.