— Kiedy? jak?

— Dziś o półdniu...

Sołoducha pokręciła siwą głową.

— A gdzie ci tu kto tak prędko co kupi?

— Resztę wam zostawię...

— Ale po co iść: na zgubę, na pohybel! Porzuć chatę, chodź do mnie, nikt cię u nas nie zobaczy; ludzie się przedziwują i przegadają, a potém do chaty powrócisz.

Dziewczyninie łza pociekła, ale głową potrzęsła w milczeniu.

— Nie! nie! bywajcie zdrowi Matusiu! To już być nie może... Wzięłam zadatek, dałam słowo... Tylkobym chciała starego Rataja pożegnać i za chléb i jemu podziękować...

— Stary włóczęga gdzieś w Brzozowéj-górze na prażniku, ani słychu o nim...

— O! szkoda!.. szkoda!..