— Nie ucieknę tak bardzo prędko — uśmiéchnęła się gospodyni — pomówimy o tém jeszcze.

Wszyscy goście za przykładem hr. Augusta poruszyli się; Ahaswera spojrzała na zbiédzonego poetę, ulitowała się nad nim i uszczęśliwiła go, oznajmując że ma jéj do domu towarzyszyć... Hrabia August wyszedł piérwszy, a choć wieczór był cudny i w ulicach życia wiele, wprost już pociągnął do mieszkania.

Robiło mu to tylko przykrość, że w tym samym hotelu pod bokiem miał hr. Filipa, a dawne stosunki narazić go mogły na spotkanie z nim. Myślał jeszcze, jak tego uniknie, gdy w bramie hotelu spostrzegł go, jakby na straży wyczekującego. Chodził wielkiemi krokami, z głową spuszczoną, mówiąc cóś sam do siebie. Słysząc chód, podniósł oczy i, poznawszy Augusta, szybko się zbliżył ku niemu. Nadchodzący chciał go uniknąć, ale zastąpił mu drogę.

— Nie możesz mi odmówić chwili posłuchania — odezwał się głosem, w którym brzmiało nadzwyczajne, rozpaczliwe podrażnienie.

Krok w krok podążył za nim nagórę. Razem weszli, gdyż nie dał się milczeniem zimném odstraszyć.

Spojrzał przy podaném świetle na twarz hr. Augusta, która była surowszą, poważniejszą jeszcze niż zwykle. Zacięte jego usta, namarszczone czoło dawały poznać, iż ani rozmawiać, ani słuchać nie miał ochoty.

— Potępiasz mnie więc i ty? — rzekł głosem stłumionym — i ty, i wszyscy... Rzecz jest skończona ze mną. Zostałem wyklęty, anathema! Uśmiéchnął się szydersko. — Nie mam nawet od kogo żądać zadośćuczynienia, bo z tym bezimiennym włóczęgą jakimś bić się nie mogę.

— Nie rozumiem do czegoby cię pojedynek doprowadził? coby ci on pomógł — rzekł August niecierpliwie.

— Przynajmniejbym pragnienie jakiéjś zemsty nasycił — zawołał Filip, bijąc się w piersi.

— Zemsty? za co? Mścij się na sobie — dodał gospodarz, zaczynając się rozbiérać, aby dać poznać, że chce sam pozostać.