Filip przeszedł się po pokoju.

— Więc, na Boga, powiédz mi, co pozostaje do czynienia? Cóś muszę począć, jakiś koniec temu być musi! — krzyknął Filip.

— Potrzeba rady szukać w samym sobie — odparł August surowo. — Sumienie ją podyktować powinno.

— Co tam sumienie! pragnę zemsty i nie widzę przed sobą nad nią nic więcéj. Drogi innéj nie ma — rzekł Filip.

— Zdaje mi się, że żal i skrucha pozostają ci jeszcze — z niecierpliwością odezwał się August.

Hrabia Filip zaśmiał się swym zwyczajem, sucho i szydersko.

— To nie dla mnie — rzekł ironicznie — ja tych potraw nie jadam.

Znowu w milczeniu przeszedł się po pokoju, spoglądając na gospodarza, który, jak gdyby gościa nie miał, rozbiérał się i zajęty był około swego stolika. Ta obojętność jego i grzeczna odprawa poskutkowały nareszcie.

— Być może — odezwał się, biorąc kapelusz, który rzucił był na kanapę — iż mi się wypadnie oddalić i że się nieprędko zobaczymy z sobą. Nie wiem jeszcze co pocznę. La nuit porte conseil. Na wszelki wypadek jednak pozwól się choć pożegnać.

Hrabia August zdaleka się skłonił w milczeniu. Popatrzyli na siebie, a potém Filip wolnym krokiem poszedł ku drzwiom i wysunął się z pokoju.