— Spodziéwam się że nas tu do Schandau gonić nie będzie — rzekł August. — To przypadek... Nie mów o tém siostrze.
— Nie myślę jéj tém niepokoić, chociaż złożyło się dziwnie, boć Gorajski lada chwila przybędzie.
— W Dreznie się o nas nie dowié — rzekł August. — Nie śledził cię przecie?
— Dlategom się opóźnił, żem się tego obawiał — przebąknął Ferdynand zmieszany.
Rozmowę przerwało powołanie do herbacianego stolika. Obaj panowie przyszli doń, udając wesołość, któréj nie mieli.
Poczta wieczorna przyniosła list od Wiktora, pisany z Monachium i zwiastujący przybycie jego za dni kilka.
Pani domu była w najróżowszym humorze, starając się go i w gościach rozbudzić. Trzpiotała się po dziecinnemu i nie taiła z tém, że ją obiecane przybycie Wiktora czyniło tak szczęśliwą.
Księżna Teresa uśmiéchała się, dzieląc tę radość; ale hr. August i mniéj jeszcze od niego do odegrywania uczucia, jakiego nie miał w sobie, zdolny Ferdynand, psuli pani Lizie ten wieczór.
Czuła że cóś im ciężyło, a brata znała tak dobrze, iż od wstąpienia jego na próg już się czegoś domyślała. Nie uszło jéj oka, że wyszli nabalkon i szeptali długo, a posępna twarz i poruszenia siwowłosego przyjaciela dały jéj do myślenia. Nie chciała dopytywać się o to, co przed nią ukrywano, ale wiedziała, instynktem kobiécym odgadując, iż cóś — cóś zaszło niezwyczajnego.
Ferdynand miéwał różne osobiste przygody, na które siostra oczy zamykać musiała, wiedząc o nich potrosze; ale nie mogło to być nic podobnego, gdy się o tém z Augustem naradzał. Więc cóż?...