Gdy tak rozprawiano. Ferdynand nieznacznie wyciągnął na balkon hr. Augusta i szepnął mu:

— Wiész hrabia kogom widział w mieście?

— Miałżeby Wiktor przybyć, na którego czekamy i który jużby powinien wrócić ze swéj wycieczki do Rzymu? — spytał August.

— Nie taiłbym się z tą dobrą nowiną — rzekł ciszéj Ferdynand. — Na zamkowéj ulicy spotkałem hr. Filipa.

Wzdrygnął się August.

— Widział cię? — zawołał żywo.

— Niestety! gorzéj, bo mi się zdala z uśmiészkiem ukłonił — kończył Ferdynand.

Zamilkli; zasępił się hrabia.

— Wistocie to nowina nieprzyjemna, po dwóch leciech miéć go znowu, jak zawieszony miecz Damoklesa nad głową. Ani słychać już o nim nie było; myśleliśmy że do kraju powrócił. Czy sądzisz że jest tu umyślnie?

— Nie wiem, ale z szyderskiego wyrazu twarzy ledwiebym go o to nie posądził — mówił Ferdynand i zamyślił się głęboko. — Trudnoż nam przed nim uciekać.