— Jadę, ale powrócę... no, i mam nadzieję, że przywiozę z sobą wiadomość jakąś o zagadkowym panu Wiktorze. Poczyniłem o to starania.
Uśmiéchnął się złośliwie.
— Skarciłeś mnie już, kochany Ferdynandzie, za to żem śmiał się obawiać o anielską siostrę twoję. Pomimo to, ja ci jeszcze powtarzam: strzeżcie się awanturnika, bądź z nim ostrożny!
Ferdynand się rozśmiał.
— Ale bądź że hrabia o nas spokojny — rzekł z uśmiechem lekceważenia. — Siostra moja, w niedostatku wiadomości, instynkt ma tak cudowny, że się nigdy na ludziach nie myli. Nic nam, dzięki Bogu, nie grozi.
— Ja, gdy chodzę pociemku, zawsze wolę być jaknajoględniejszym, aby nie wpaść w jaki dół lub błoto — zakończył hrabia.
Tak się rozstawszy ze wszystkimi, hrabia nagle Rzym opuścił, nie mówiąc nikomu, dokąd jedzie.
Upłynęło kilka miesięcy, minęła słotna zima rzymska, wiosna powoli oznajmywała się już fiołkami i pierwiosnkami, które w ulicach sprzedawano — wiosna to nie nasza, ale włoska, która niezupełnie uśpioną naturę budzi z téj drzemki, co się tu zimą nazywa.
Wcale téż inny charakter jéj w tym błogosławionym kraju, dla którego śniég jest zjawiskiem osobliwém, w którym połowa drzew i roślin całkiem nie traci zieleni i nie spoczywa.