— Byłem pół dnia z nim dzisiaj — odparł August — a nie dostrzegłem zmiany najmniejszéj. Tak samo szyderski jest, sprzeka i sceptyk, a humor dziwnie zdaje się wesoły.

— Sam siebie oszukuje chyba i drugich chce oszukać — zamknęła księżna.

Pocichu zwierzyła się p. Liza przyjaciółce, że przyjazd ten dla niéj nie był wcale pożądany i że wolałaby była, aby nie wracał.

— Człowiek ten — rzekła — ma osobliwy talent drażnienia mnie, nawet gdy nic nie mówi. Sama jego obecność już mnie niepokoi. Czuję w nim nieprzyjaciela.

Hrabia August, który dosłyszał ostatnich wyrazów, przerwał:

— Mylisz się pani, bo jest jéj najgorętszym adoratorem.

— To zupełnie na jedno wychodzi — zakończyła smutnie gospodyni.

Nazajutrz można się już było spodziéwać napewno zjawienia się Filipa. Hrabia August nie powtórzył tego, co od niego usłyszał przy powitaniu, że przybył dla p. Lizy i że miłość jego dla niéj tak jest gwałtowną, tak niepozbytą, iż postanowił do ostatniego kresu gonić za swoim ideałem i dla niego wszystko gotów poświęcić.

Nim wieczór nadszedł, Fernando spotkał się z Filipem przed fontanną Trevi. Powitanie zestrony hrabiego było nadzwyczaj radosne i czułości pełne. Wiedząc że brat Lizy lubi dobre śniadania, chwycił go natychmiast i ugościł jaknajwytworniejszemi przysmakami. Śniadanie jednak było tylko pozorem do dowiedzenia się czegoś od naiwnego i łatwo wygadującego się przy kieliszku młodzieńca. Po kilkakroć go zagadnął o Wiktora.

— Cóż nasz zagadkowy człek, ów pół-artysta, pan Wiktor? — pytał. — Czy jeszcze jesteście pod jego urokiem i nie rozczarowaliście się dotąd?