Z panią Lizą ta dobra przyjaźń, jak ją nazywano, któréj charakter dla obcych wcale innym się być zdawał, doszedłszy do pewnego kresu, nie posuwała się daléj. Ferdynand, jak dawniéj, tak i teraz nie mógł jéj zrozumiéć.
Pani Liza okazywała Wiktorowi nadzwyczajną uprzejmość, dochodzącą niemal do poufałości, przyjmowała go prawie codzień, chodziła z nim po muzeach, prowadziła rozmowy trwające godzinami, rozkazywała mu, posługiwała się nim, mówiła otwarcie że go lubi bardzo... ale gdy brat czasem próbował ją nim prześladować, rumieniąc się, w żart to obracała.
Choroba, jeśli była, z zapalnéj stała się chroniczną, zadawnioną, nieuleczalną i niechcącą się leczyć. Nigdy młodszą, świéższą, szczęśliwszą nie wydawała się pani Liza.
Tych gwałtownych symptomatów, które pospolitą miłość zdradzają: sporów, małych niesnasek i pojednań, namiętnych porywów, walki z sobą, zmian humoru, baczny ale ślepy brat wcale niemogąc się dopatrzyć, coraz się mocniéj upewniał, iż stosunek ten najmniejszém nie grozi niebezpieczeństwem.
Był téż teraz tak spokojnym, że gdy Wiktor przychodził i gdy nieskończone rozprawy o sztuce, o literaturze, o artystach naszych i obcych rozpoczynały się między nim a gospodynią, Ferdynand najczęściéj odchodził do swego pokoju na cygaro, przekonawszy się, iż niczego się nie nauczy, a bardzo niemi wynudzi.
Księżna téż polubiła równie Wiktora, powiadając że jéj przypomina jéj męża w tak dziwny sposób, iż czasem zdumiéwać się musiała temu jakby familijnemu podobieństwu, o którém jednak samemu Wiktorowi nigdy nie wspominała.
Hrabia August był w tém kółku gościem codziennym i równie jak wszyscy przywiązał się do Wiktora.
Tak upływał im czas w niczém niezakłóconym spokoju i o wypadku hr. Filipa prawie już mówić przestano, gdy jednego wieczora, przybywszy do p. Lizy, August, dosyć poruszony, na wstępie zaraz oznajmił, że hr. Filip powrócił.
— Zupełnie takim, jakim był — dodał — katastrofy ani śladu. Człowiek-to zaprawdę dziwnéj siły woli, energii wielkiéj, któréj na nieszczęście użyć nie umié, jak należy.
— Ale być-że to może — zawołała księżna Teresa — aby ta śmierć żony, o którą go obwiniać niepodobna, ale zawsze jednak mimowoli przezniego spowodowana, nie zostawiła po sobie żadnego wrażenia?