— O nie, bom ja szedł za nią. Czekałem na nią gdy wychodziła, zaszedłem jéj drogę i dostałem odprawę raz nazawsze.

Rozśmiał się gorzko. — Precz z moich oczu!

Księżna Teresa, sparta na stoliku, oczy zakryła, a hr. Filip mówił daléj, rozgorączkowując się:

— Rzecz jawna dla tych, co znają panią Lizę, że taki stosunek musi się skończyć małżeństwem, to jest że ona gotową jest wyjść za tego... Cygana. Niech-że wié za kogo wychodzi i czy to jest możliwém. Robiłem poszukiwania, przekupiłem ludzi, pisałem, posyłałem i nie wiem kto jest pan Gorajski.

Zaczął się śmiać zwycięzko.

Księżna nie podnosiła oczów, cała zatopiona w sobie.

— Moja rewelacya — ciągnął daléj — i księżnęw pewien sposób obchodzi... tak, mościa księżno! Trochę ją rozczaruje może.

Księżna z obawą spojrzała na mówiącego, który, konwulsyjnie się rzucając, prawił daléj:

— Księżna przypomina sobie pewnie ojca męża swojego, starego pana Piotra?

Słuchając, drgnęła gospodyni.