Liza oczy sobie zakryła.
Ferdynand padł na sofę i, podparty na ręku, zadumał się znowu...
Można sobie wyobrazić jakie wrażenie wypadek ten uczynił na wszystkich, co byli świadkami jego, lub zasłyszeli o nim z opowiadania, które mu jeszcze jaskrawszą barwę nadało.
Przez kilka dni wszystkie stosunki zostały splątane, zachwiane. Posyłano się dowiadywać, niepokojono, dopytywano.
Hrabia Filip był niebezpiecznie chory; musieli więc inni zająć się pogrzebem nieszczęśliwéj; hr. August pilnowaniem chorego, Wiktor formalnościami związanemi z tą nagłą śmiercią i małym spadkiem po zmarłéj, o któréj zgonie rodzinie dać było potrzeba do kraju.
W początkach słabość hr. Filipa zdawała się groźny przybiérać charakter; po kilku dniach jednak nadzwyczaj prędko począł przychodzić do siebie i odzyskiwać dawną swą siłę, a z nią i charakter.
Gdy tylko uczuł się lepiéj, oświadczył że musi wyjechać z Rzymu. Nikogo nie chciał wziąć z sobą; z wielką przytomnością umysłu poczynił przygotowania do podróży, a naostatek uprosił hr. Augusta, aby za niego towarzystwo pożegnał.
Po gwałtownym ciosie, któryby kogo innego na całe życie może zwichnął i zmienił, hrabiaFilip również prędko się podźwignął, jak zrazu padł przybity. Z powracającém zdrowiem, wróciły wszystkie dawne cechy jego charakteru: ironia, szyderstwo, sceptycyzm, może nawet zaostrzone, więcéj niż przedtém rażące.
O tém co zaszło unikał wspomnienia.
Na samém wyjezdnem, dziękując hr. Augustowi, gdy ten się go dopytywał, co z sobą czynić myśli i czy nie powróci do kraju, odezwał się żywo: