— Ale nie, chcę tylko odbyć podróż, któraby dla mnie stanowiła rodzaj kuracyi. Rozerwę się, zmęczę i sądzę że wkrótce będę miał przyjemność powrócić tu do państwa. Czy — dodał ze swym śmiéchem szyderskim — uczyni wam to przyjemność, nie wiem — ale mnie wielką.

Hrabia August przyjął to oświadczenie bez odpowiedzi.

Pomiędzy odwiédzającymi chorego, których on przyjmował lub przepraszał, dwóch szczególniéj widziéć sobie życzył przed wyjazdem, Wiktora i Ferdynanda. Piérwszego z nich przyjął z oznakami wielkiéj czułości, na które ten bardzo chłodno odpowiedział.

— Kiedyś może — żegnając go — gdy się czuć będę lepiéj do tego usposobionym, opowiem panu historyą moję i spodziéwam się w oczach jego usprawiedliwić, jeżeli potrzebuję usprawiedliwienia. Bądźcobądź — wtrącił gorączkowo — potrzebuję tu wrócić i powrócę!... Tymczasem, nim panu wyjaśnię niektóre okoliczności, spodziéwam się iż zechcesz wstrzymać się z sądem o wypadku, którego byłeś świadkiem...

Ferdynanda żegnał niezmiernie czule, starając się go ująć, a naostatku mu szepnął:

— Jadę, ale powrócę... no, i mam nadzieję, że przywiozę z sobą wiadomość jakąś o zagadkowym panu Wiktorze. Poczyniłem o to starania.

Uśmiéchnął się złośliwie.

— Skarciłeś mnie już, kochany Ferdynandzie, za to żem śmiał się obawiać o anielską siostrę twoję. Pomimo to, ja ci jeszcze powtarzam: strzeżcie się awanturnika, bądź z nim ostrożny!

Ferdynand się rozśmiał.

— Ale bądź że hrabia o nas spokojny — rzekł z uśmiechem lekceważenia. — Siostra moja, w niedostatku wiadomości, instynkt ma tak cudowny, że się nigdy na ludziach nie myli. Nic nam, dzięki Bogu, nie grozi.