Hrabia Filip, wierny swéj roli, syknął.
— Za pozwoleniem — rzekł — zastrzegam się, że bezbożnikiem nie jestem, ale zaprotestować muszę przeciwko piękności Chrystusa, na mocy najdawniejszych dokumentów. Niéma wątpliwości, że w piérwszych wiekach tradycya, która się w Celsyuszu odbiła, przedstawia go nam jako wątłego i wcale nieuderzającéj niczém postaci. Piérwsi chrześcianie znajdowali, iż to właśnie było opatrznościowém, umyślném, że Bóg nie chciał przywdziać ciała i powierzchowności ujmującéj. Stał się umyślnie biédnym, niepozornym.
— Wiémy o tém, iż czas niejaki takie było mniemanie — odparł Wiktor — a jednak wizerunki najstarsze, niewątpliwie z III-go lub IV-go wieku pochodzące, przedstawiają go nam już idealnym, jakim pozostał do dziś dnia. Któż nie zna tego cudnego profilu, dobytego z katakumb?
— Jeżeli to nie apokryf — szepnął hr. Filip.
— Że téż hrabia niczemu wierzyć nie chcesz — wtrąciła gospodyni.
Filip zamilkł pokornie.
— Szkoła byzantyjska wczęści może przez niezgrabstwo swoje, wczęści z systemu i z umysłu — mówił Wiktor — przejęła tradycye najpiérwszych wieków i na starych jéj mozajkach i obrazach Chrystus bywa straszny i groźny; nie w myśl jednak pokory piérwotnéj, ale jako sędzia najwyższy i mściciel.
— Dajmy pokój temu drażliwemu przedmiotowi — szepnęła księżna.
W téj chwili Emil Marya stanął nad szkicem Grottgera i począł objaśniać go gospodyni poetycznym komentarzem. Mówił tak cicho, pochylony, iż reszta towarzystwa nie mogła się nawet kusić o podsłuchanie uwag jego. Z téj chwili skorzystała zdaje się umyślnie Liza, chcąc trochę brawować Filipa, i podeszła sama ku Wiktorowi, a po chwilowéj z nim cichéj rozmowie, wyciągnęła go z sobą na przechadzkę po salonie.
Było w tém cóś tak śmiałego i tak wyraźnie mówiącego, iż żadnéj nie czyni tajemnicy ze stosunków z nim poufałych, że hr. Filip na chwilę osłupiał. Z ruchu tych dwóch przesuwających się przed nim postaci, z wyrazu twarzy Lizy, ze swobody, z jaką Wiktor okazywał, z tych szeptów, co się nie obawiały oczów i świadków, przybyły gość mógł i miał prawo domyślać się wiele.