Spuścił głowę smutnie. Chciał cóś powiedziéć jeszcze i nagle mu się z ust tylko wyrwało.

— Nie! nie!

— Mów pan, co myślisz — nakazująco wtrąciła Liza — inaczéj musiałabym go posądzić, iż myślisz cóś złego. Znamy się już teraz tak dobrze, iż sobie wszystko powiedziéć możemy...

— Ale są rzeczy, których usta wypowiadać nie powinny, aby ich słowo nie ostudziło — odparł Wiktor. — Właśnie w téj chwili, gdy pani tu jesteś, nie godzi się....

Zamilkł.

— Owszem — rzekła spokojnie Liza — moje przyjście tu powinno panu dać odwagę. Widzisz że mu ufam.

Ścisnęła go za rękę.

— Mów pan!

— Domyśl się pani.

Liza pomilczała chwilę.