Orlandini pogardliwie rękę wyciągnął i raczył zażyć.
— Dobra tabaka! — rzekł — a dajcie no jeszcze raz!
— Proszę, proszę — odpowiedział Sieniński.
— Piękny dzionek!
— Ślicznie po wczorajszej burzy.
— Spodziewam się, że król powinienby wyjechać do miasta, nieźle by było, rzadko teraz się ruszy, z powodu sejmu... a jeszcze no tej rapy.
Sieniński stał z tabakierką otwartą.
— Słyszał pan co o zabójstwie posła Rybińskiego? — spytał nieznacznie.
— Nie zabity! nie zabity! — rzekł Orlandini z pewnością — widziałem się wczoraj z dworzaninem księcia biskupa kujawskiego, ranny ciężko w piersi z lewej strony, ale mówią że wyżyć może. Zabójcy słyszę surowo poszukiwać nakazano, ale myślę, że do tej pory uciec musiał... Ale ba! nie chciałbym mieć jego głowy na karku!
— To paniątko! znajdzie się kto co się za nim ujmie i nic mu się nie stanie.