Posłano do cukierni, a podczaszyc zawstydzony, śmiechem nadrabiał.
— A no, kochany panie Michale, spowiadaj że mi się szczerze, to coś widzę zakrawa na niewolę Babilońską, jeśli tak potrwa, wypadnie zakasawszy poły uciekać.
— Ale to tylko pozory! pozory! — zawołał podczaszyc. — Julja rzeczywiście trochę dziwaczna, ale jej serce...
— Gadaj o sercu któreś za miły grosz kupił!
— Wszakżeśmy się kochali wprzódy?
— Kpij zdrów z tego kochania, serca niema u takiej kobiety; że piękna jak Venus nie przeczę, ale to podobno pierwszy jej i ostatni przymiot, no, gadaj szczerze i radźmy!
— A jak posłyszy? — rzekł oglądając się podczaszyc — albo nas kto posłucha i doniesie?
Baucher się rozśmiał głośno, tak, że Ordyński znów zląkł się, by śmiech jego nie obudził pani.
— Na miłość Boga cicho! — zawołał — niechże sobie śpi! nie budź licha!
— No, no, będę się wstrzymywał, gadaj mi otwarcie, to widzę Herod baba, trzeba na to lekarstwa.