— Jam temu nie winien, JW. pan zechcesz przejrzeć rachunki, feniga nie brakuje, a na każdy ekspens są aneksa i dowody.
— A dajcież mi pokój!
— Ale cóż pocznę z temi natrętami?
— Odprawić ich, zbyć, wypędzić, co waćpan chcesz! pierwsze pieniądze które wpłyną, służyć będą na opłacenie ich, zmienię kupców...
— Jednakże JW. panie, trzeba by coś radzić, mogą być natrętni.
— A ludzie od czego! — krzyknął podczaszyc w gniewie — odpędzić! — Pomiarkował się po chwili. — Zresztą — rzekł — zawołać Aarona, wezmę u niego i zaspokoję tych ichmościów.
— A jeźliby Aaron chybił? — spytał drobnostkowy i regularny Frejer.
— Natenczas weźmiemy gdzieindziej, a waćpan mi dzieciństwem tem głowy nie kłopocz — ile to wynosi?
— Ogółem może przejść trzy tysiące dukatów, nie licząc tych, co się jeszcze nie upominają.
— Tak wiele?