— JW. panie, to jeszcze nie wszystko.
Podczaszyc pochodził żywo.
— Dość tego — rzekł — nie pora to rachunków, innym czasem, innym czasem...
Frejer skłonił się, ale uparcie pozostał i księgę nawet począł rozkładać.
— Czegóż chcesz jeszcze? — niecierpliwie spytał Ordyński.
— Co mam zrobić, jeźliby gwałtownie się naprzykrzali?
— Mówiłem ci, do jutra! Lub... co chcesz... rób, radź, płać, wypędzej, a mnie się nie pytaj co począć, co innego mam na głowie.
— Kiedy JW. pan przyjść każe?
— Gdy cię zawołam, panie Frejer.
Niemiec potarł czoło frasobliwie.