Bianka zmierzyła wzrokiem oboje, uśmiechnęła się do Dżemmy i szepnęła jej na pociechę, że sama królowa przysłała owoce i cukry.
Lecz dzień to był, w którym się krzyżowało wszystko i Bianka jeszcze nie wyszła z pokoju, gdy do drugich drzwi zapukano, a z samego uderzenia w nie domyślił się August, że ktoś przychodził do niego. Wyjrzał przez drzwi. Stał za niemi Opaliński.
— Stary król was wezwać kazał — odezwał się zcicha.
Godzina niezwyczajna była — ale teraz tyle drobnych spraw nieustannie się nastręczało, że niczemu się dziwić nie było można. W istocie Zygmunt korzystał z tego, iż mu doniesiono, że Bona była z Gamratem na radzie, chciał ze synem rozmówić się sam na sam.
Pomiędzy synem a ojcem stosunek nie był nigdy zbyt poufały — Zygmunt, pamiętny własnej młodości, znajdował obowiązkiem być dosyć surowym dla jedynego, którego kochał, nad którym czuwał, ale okazywać mu zbytniej czułości się obawiał. Powaga ojcowska, którą utrzymać się starał, cierpiałaby na tem, zdaniem jego. Gdy przed nim zbyt wychwalano Augusta, najczęściej powtarzał to co mu później w usta kładną.
— Zostawcie też co naganić.
Im bardziej pieściła Bona, tem król był zimniejszym, lękał się zbytniego rozmiękczenia tam, gdzie męzka siła i wola były niezbędne.
Gdy Zygmunt raz rozkazał i objawił, czego żądał, nie było żadnych wymówek. August posłusznym być musiał.
Domagano się teraz dla dwudziestokilkoletniego pana więcej swobody, jakiegoś w rządach udziału — ojciec się na to nie zgadzał. Obchodził się zawsze z synem jak z wyrostkiem.
W sercu Augusta poszanowanie dla ojca było wielkie — miłość obudzić się nie mogła, zwłaszcza gdy Bona tłumić się ją starała w zarodku, zawsze we własnym interesie, stając po stronie dziecka przeciw ojcu.