— Teraz kiedy Włoszka starej królowej najpotrzebniejsza? — spytała Zamechska.

— A staremu królowi największą zawadą? — dodał Petrek.

— Ale cóż nasz dobry, stary król znaczy? — zaszeptała ochmistrzyni.

Dudycz głową potrząsał.

— Da się to widzieć — zamknął — da się to widzieć.

To mówiąc wstał.

— Łasce i względom waszej miłości się polecam — rzekł z ukłonem.

— Abym ci do wykradzenia dopomagała! — szydersko zawołała Zamechska. — Nie takam głupia.

Dudycz już szedł ku drzwiom, i zawrócił się jeszcze ku ochmistrzyni.

— Jutro młoda królowa podarki przyjmować będzie — rzekł cicho. — Ciekawym co też Bona dla niej nagotowała. Wszak to nie musi być tajemnicą.