— A wy, miłościwa pani, wy, ja sobie myślę, powinnibyście mi dopomódz do tego.
Z załamanemi rękami Zamechska odskoczyła od niego.
— Tobie się w głowie pomięszało? — krzyknęła — albo drwisz sobie ze mnie.
Dudycz wygadawszy się nic do rzeczy, spuścił głowę jak winowajca.
— Na prawdęby można myśleć, żeś ty z tej głupiej miłości oszalał — rzekła. — Nigdym nie przypuszczała nawet, ażebyś coś podobnego wymyślił.
— Ja tego nie skomponowałem — przerwał Dudycz. — Jejmość miałaś słuszność, jabym takiej sprawy sam się nie domyślił, ale Włoch powiada, że u nich to rzecz pospolita.
Ochmistrzyni wpatrywała się w niego z podziwieniem.
— W twoim wieku! w twoim wieku! — zamruczała — tak się zadurzyć w kobiecie, która na ciebie spojrzeć nie chce, niepojęta rzecz.
Dudycz był dumny tem.
— Mniej stary jestem niż się wydaję — rzekł — no i zobaczy miłość wasza, że na swojem postawię.