August stał jak wryty, bladość śmiertelna okryła twarz jego, wyrazów mu zabrakło w ustach.
Było to nowe okrucieństwo, osłonione szyderstwem bezlitośnem.
Długiego czasu potrzebował młody król, nim potrafił odpowiedzieć.
— Srodze dotknęła mnie ręka Boża!
Bona zbliżyła się, chcąc z chwili korzystając zawiązać rozmowę i rachując na złamane serce syna, ale August nie chciał dopuścić, aby się napawała jego rozpaczą, a swojem zwycięztwem.
Skłonił głowę.
— W. K. Mość — rzekł — skróciłaś jej życie.
Poruszył się żywo i usłyszawszy tylko krzyk za sobą, nieprzytomny pobiegł do swoich.
Lecz już w kurytarzach otoczyli go dworzanie — goniec z Litwy nadjechał. Jeden z nich padł królowi do nóg płacząc i ściskając je zawołał.
— Królowa! królowa nasza...