— Hę? — odparł stary. — Jeżeli wy mnie czołem, a czemże ja wam się pokłonię?
Rozśmiał się Boner.
— Co słychać u was? — spytał.
— Zawsze jedno — począł trefniś — od lat wielu nic innego nie słyszę, jeno narzekanie.
— Dziwicie się temu — rzekł Boner.
— Dziwię się — zawołał Stańczyk — bo za głupca mam, kto gdy go słuchać nie chcą, jedno klekce zawsze i próżno gębę studzi.
Boner popatrzał na zastygłego jakby, ze spuszczoną głową siedzącego starca.
— Człowiekowi lżej gdy się wystęka, sercu spokojniej gdy się wypłacze — rzekł zcicha.
A po chwilce dodał.
— Dwór, słyszę, od moru chce z Krakowa precz. Prawdali to? cóż wy naówczas myślicie sobą?