Król zwrócił się flegmatycznie z zapytaniem ku niej.
— Dlaczegóżby nie miał przybyć do nas? — zapytał.
Nim królowa zebrała się na odpowiedź, Maciejowski się odezwał.
— Wiem o tem na pewno, że Marsupinowi zabroniono przystępu na dwór w Krakowie i zakazano mu jechać za nami. Musiał pozostać. Jest to obraza dla króla rzymskiego, gdy się jego posła poniewiera.
Bona krzykiem i płaczem mówić biskupowi nie dała, który zamilkł.
Krzyknęła Bona, coraz się bardziej unosząc.
— Nie chcę tu tego zuchwalca. Dosyć od niego cierpiałam. Nie dopuszczę go. Nie pozwolę.
— Pozwolisz W. K. Mość mnie przynajmniej — przerwał Maciejowski — iż ja słowo rzeknę za posłem, bo dla króla i dla nas igrać z cesarzem i królem rzymskim niebezpieczna. Mścić się będą, Włocha raczej trzeba ugłaskać niż jątrzyć.
— A ja! ja tu już u was nic nie znaczę — poczęła wrzaskliwie królowa. — Wszystko dla młodej czynicie, dla mnie nic. Cóż wam ta młoda przyniosła? co? ja wam skarby wniosłam, a ona grosza nie ma.
Zygmunt się począł gniewać i zawołał.