Ta obietnica przyszła teraz na myśl Włochowi, gdy niespodzianie ujrzał go przychodzącego po nocy, a wiedział o nim, iż z królową był w Niepołomicach.
Nie okazując po sobie najmniejszej trwogi, Marsupin powitał go zapytaniem: — co tu robi?
Moncaccio nie odpowiedział, zamruczał coś, kapelusz rzucił na stół, obejrzał się dokoła pilno, pochylił ku gospodarzowi i spytał.
— Jesteśmy sami?
— Najzupełniej.
— Wy się słyszę jutro wybieracie w drogę? — rzekł Moncaccio.
— Tak jest.
— Jeżeli do Pragi, z Bogiem — mówił dalej przybyły — jeżeli za królową i królem, signor Giovanni, wam dobrze życzę, nie jedźcie.
— Dlaczego?
— Szkoda mi was — odparł Moncaccio.